Rozpoczynamy cykl wywiadów z naszymi organizatorami - zarówno tymi, którzy przygotowują większe jak i mniejsze wydarzenia, te bardziej formalne i w luźnym formacie. Od spotkań miłośników fotografii po tych, którzy chcą podszkolić się w języku angielskim. Jedni z nich są przedsiębiorcami, drudzy na przygotowywanie prowadzonych przez siebie wydarzeń poświęcają chwile wolne od codziennej pracy. Są bardzo różni, ale łączy ich jedno - są pasjonatami i pasjonatkami wszelkiego rodzaju wydarzeń!Na pierwszy ogień idzie Wiktor Jodłowski, 27 przedsiębiorca, założyciel szkoły językowej Talkersi oraz współorganizator inicjatywy Social English Night. Z wywiadu z Wiktorem dowiesz się m.in:

  • Jak promować cykl wydarzeń, który dopiero startuje i nie ma ugruntowanej pozycji?
  • Jak z czegoś co umiemy i dobrze nam wychodzi stworzyć własny biznes?
  • Czy mentoring może pomóc w skalowaniu biznesu?
  • Co powoduje, że boimy się mówić po angielsku?
  • Czy bezpłatne wydarzenia mogą jednak przynieść finansowe korzyści Twojej firmie?
  • W Jaki sposób obecność organizatora w mediach społecznościowych przekłada się na budowę marki wydarzenia?
  • Czy cykl organizowany w jednym mieście ma szansę powodzenia w innym?
  • Jak ciągle przyciągać nowych uczestników?
  • Jak społeczność Social English Night pomogła organizatorom uporać się z problemem zawieszonych spotkań?
  • Jakie kolejne usługi przygotowuje Wiktor i jego zespół?

Zapraszamy do lektury!

materiały prasowe Talkersi

Opowiedz o sobie. Masz dopiero 27 lat a na koncie juz całkiem sporo sukcesów…

Jestem młodym gościem, który po zakończeniu studiów nie bardzo wiedział co ze sobą w życiu zrobić, więc zabrał się za to, co umiał najlepiej - mówienie po angielsku i tłumaczenie innym konceptów, których wielu nauczycieli nie potrafi skutecznie przekazać. Firma powstała w dość nietypowych warunkach, bo pierwsze lekcje prowadziłem dla polskich emigrantów w londyńskich kawiarniach, barach itp. Na początku chodziło tylko o to, żeby zwyczajnie dorobić - dopiero z czasem zaczęła kiełkować myśl o zbudowaniu firmy, o misji, jakichś sensownych celach. To wszystko wyszło bardzo organicznie. Nie miałem też żadnego wcześniejszego doświadczenia biznesowego, ani wykształcenia kierunkowego - wiele rzeczy było robionych intuicyjnie. Dopóki nie spotkałem swojego mentora i nie wciągnąłem swojej najbliższej rodziny do spółki, ale to zupełnie inna historia…

Może i inna historia, ale zapytam: jak mentoring pomógł Ci w założeniu biznesu, prowadzeniu go i „dokładaniu” do niego nowych projektów?  

To jest surrealistyczna historia. Po powrocie z Londynu, gdzie zacząłem tworzyć Talkersów, zdecydowałem się odwiedzić społeczność mówców publicznych Toastmasters, do której kiedyś należałem. Przed spotkaniem dosiadł się do mnie gość, z którym od razu złapałem dobry kontakt. Zaprosił mnie potem na spotkanie i zaproponował pewną współpracę biznesową, z której finalnie nic nie wyszło. Ale to spotkanie doprowadziło do kolejnego, a to kolejne do startu procesu mentoringowego z Maciejem Stępą. Spotykaliśmy się tak przez 3 lata, co dwa tygodnie, na sesje mentoringowe. Na każdej takiej sesji omawialiśmy, co zrobiłem dla biznesu od czasu ostatniego spotkania + dostawałem „pracę domową” na kolejne 2 tygodnie. I tak po 2 miesiącach od startu współpracy zdublowałem swoje zarobki. Kilka miesięcy później, zatrudniając już kilku lektorów i osobiście prowadząc też lekcje, Maciej „popchnął” mnie także do kolejnej kluczowej decyzji - żebym zatrudnił swoją dziewczynę do zarządzania operacyjnego firmą. Bardzo bałem się tej decyzji z kilku względów, ale szybko okazało się, że to był strzał w dziesiątkę! Dwa miesiące od kiedy Maja dołączyła, firma znowu urosła o 100%! Od tamtego czasu dynamicznie rośniemy. Dzisiaj Talkersi to ponad 30-osobowy zespół „rozsiany” po 4 miastach Polski (Trójmiasto, Warszawa, Poznań, Kraków). Jestem przekonany, że taki postęp byłby niemożliwy z powodu mojego młodego wieku i braku doświadczenia biznesowego, gdyby nie wsparcie Macieja i wielu, wielu innych ludzi po drodze. Za to wszystko jestem im ogromnie wdzięczny. Swoją drogą, najzabawniejsze w całej historii jest to, że idąc na to spotkanie Toastmasters, na którym poznałem Maćka, nie szukałem mentora, nie miałem pojęcia czym jest i do czego mógłby się przydać. To po prostu wyszło samo z siebie - trochę jak z miłością. Z mojej obserwacji wynika, że najtrwalsze związki wychodzą nie z sytuacji, gdy obie strony aktywnie szukały partnerów randkując, tylko poznając się przypadkiem, np. u znajomych na domówce albo w kawiarni, jak to było ze mną i moją partnerką.

materiały prasowe Talkersi

Polacy dobrze radzą sobie z Angielskim, czy raczej jest to „konieczne zło” i trzeba się go uczyć na siłę?

Zdecydowana większość Polaków, którzy pracują umysłowo (a głównie z takimi mam kontakt, więc tylko w tym kontekście mogę się wypowiadać), ma znajomość angielskiego, ale nie ma kompletnie odwagi, by go używać! Wynika to z wielu traum z przeszłości - a to Pani w szkole powiedziała, że źle mówisz; a to kolega się zaśmiał, jak coś wypowiedziałeś niezgodnie ze "sztuką"; a to musiałeś wygłosić speecha przed całą klasą, no i nie poszło tak, jakbyś chciał. Te na pozór nieistotne zdarzenia zostają w naszej podświadomości na lata i sieją takie spustoszenie, że... muszą powstawać takie firmy jak nasza, żeby pomóc "poukładać te rozsypane klocki". Odpowiadając na pytanie bardzo wprost - jako naród traktujemy naukę angielskiego jako zło konieczne, bo boimy się go jak cholera, ale wiemy, że bez tego w tych czasach daleko nie zajdziemy. Natomiast większość z nas ma już fundamenty, trzeba tylko zbudować w narodzie językową pewność siebie, a dalej będzie z górki.

Chciałabym zapytać o Social English Night, który jest chyba Twoim najciekawszym projektem obok Talkersów. Możesz przybliżyć naszym czytelnikom ten cykl i jego idee?

Koncept powstał z inicjatywy mojej dziewczyny, Mai, która stała się prędko wspólniczką w Talkersach. 2,5 roku temu powiedziała mi: „Zróbmy dla ludzi coś, dzięki czemu będą mogli mieć regularny kontakt z angielskim i żeby nie musieli za to płacić”. Początkowo byłem przeciwny idei „rozdawnictwa”, przekonany że dopiero jak ktoś zapłaci, to naprawdę docenia to, co otrzymuje. Ale postanowiłem dać temu szansę i wypracowaliśmy agendę wydarzenia. Ogłosiliśmy pierwszą edycję w gdyńskim Starbucksie i... pojawiły się 42 osoby! Surrealistyczne uczucie! Założenia eventu są banalnie proste. W każdym tygodniu spotkamy się tego samego dnia tygodnia, o tej samej godzinie, w tym samym lokalu i gadamy przez 90 minut wyłącznie po angielsku. Każda edycja ma swojego hosta, który wita gości i dba o gładki przebieg spotkają. Agenda jest prosta i pozornie przewidywalna, bo tego, że np. na Social English Night pozna się para, która pół roku później się pobierze, już nie byliśmy w stanie przewidzieć. Więc oprócz takich niespodzianek na każdym spotkaniu mamy:

1) krótki speech dowolnej osoby z naszej socialowej społeczności, na dowolny temat (poza tematami religijnymi, politycznymi albo intymnymi, oczywiście).

2) tzw. „szybkie randki”, czyli krótkie rundy podczas których możesz potrenować swoje umiejętności komunikacji po angielsku z wieloma różnymi osobami w krótkiej perspektywie czasowej, osłuchując się tym samym z wieloma akcentami (co jest kluczowe w przypadku wyjazdu za granicę albo komunikacji z zagranicznymi klientami/współpracownikami). Naszym założeniem nie jest swatanie ludzi, tylko praktyka języka, natomiast jak możesz się domyślić, sporo par tam właśnie się poznało i kibicujemy im z całego serca.

3) na deser serwujemy naszym uczestnikom około 20 minut rozmów w 4-osobowych grupach, dzięki czemu szlifują umiejetność rozmowy w małych zespołach, bo to też zupełnie inna umiejetność niż konwersacja 1-na-1.Na wydarzenie często wiele osób przychodzi przede wszystkim, żeby podszkolić angielski w nieformalnej atmosferze, a właśnie przez klimat ciągle są z nami. Myślę, że kluczem są tu relacje z ciekawymi ludźmi, które nawiązują się podczas naszego wydarzenia w bardzo naturalny, nienarzucony sposób.No i dzięki temu wszystkiemu zrobiliśmy już niemal 300 edycji w 5 miastach Polski, a licznik dalej bije!

materiały prasowe Talkersi

Czy przy zakładaniu zarówno Talkersów jak i SEN inspirowałeś się innymi organizacjami? Czy droga od planowania do realizacji była w obu przypadkach była długa?

Wiesz co, ja codziennie inspiruję się rozmaitymi organizacjami, ludźmi, a nawet historią. Podłapuję pomysły z każdego miejsca i praktycznie każdym momencie. Zawsze mam w zasięgu ręki telefon, w którym zapisuję te pomysły. A jeśli można je prędko wdrożyć to albo od razu mailowo zlecam ich realizację, albo wpisuję na listę tematów do omówienia na cotygodniowej naradzie wspólników, jakie z Mają mamy na stałe wpisane do kalendarzy w czwartki. Talkersów ciężko mi porównać do jakiekolwiek innej organizacji, bo nie pracowałem w zbyt wielu - a jak już byłem gdzieś indziej, to nie na tyle długo, aby nasiąknąć jednym konkretnym konceptem na biznes. Nigdy też nie pracowałem w szkole językowej. Nie mam także skończonej (ani nawet rozpoczętej) filologii. To wszystko postrzegam jako atuty - o wielu rzeczach na starcie nie wiem, co sprawia, że moje widzenie nie jest ograniczone do „realiów branży”. Jest wiele elementów naszej układanki, na które osoby słyszące o nich po raz pierwszy reagują ze zdziwieniem i mówią nam „przecież tego się nie dało zrobić, jak wy to poskładaliście w całość?”. A ja na to skromnie odpowiadam - nie wiem, jakoś to ogarnęliśmy, bo to przecież nie jest „rocket science”.

materiały prasowe Talkersi

Jak wygląda u Was promocja każdego wydarzenia i ile przyciągacie osób?

Social English Night ma już wyrobioną markę, głównie w Trójmieście, gdzie wszystko się zaczęło, więc teraz często „wystarczy”, że opublikujemy nowy formularz zapisu na Evenea i stworzymy adekwatny dla niego event na naszym profilu na Facebooku, a uczestnicy sami zaczynają się zapisywać. Do tego dochodzi wzmianka na odpowiednich grupach; poprzednich edycjach eventu; no i oczywiście mailing do uczestników poprzedniej edycji, zachęcający ich aby przybyli też na kolejną. Na każdy event w każdym tygodniu robimy osobne zapisy. Wynika to z faktu, że chcemy mieć możliwość kontaktu z uczestnikami poprzedniej edycji ( wszystko oczywiście zgodne z RODO!) + wytworzyć efekt taki że trzeba się „postarać” aby dołączyć do wydarzenia, pomimo tego, że jest bezpłatne w uczestnictwie. No dobra, prawie bezpłatne - bez szklanki ulubionego piwka albo coli w ręku nie puścimy Cię do innych uczestników ;-) Na początku tej przygody oprócz wspomnianych rozwiązań opieraliśmy się mocno na naszych własnych „sieciach kontaktu”. Wszyscy moi znajomi, mojej wspólniczki i naszych pierwszych pracowników otrzymali indywidualne zaproszenie przez Messengera, któremu jak wiemy, niełatwo odmówić ;-) Do tego jeszcze dochodziła promocja przez profile lokali, w których organizowaliśmy te wydarzenia. Dzisiaj zdarza się to raczej rzadko, bo event „się kręci”. Natomiast pojawiło się wyzwanie... Dostrzegliśmy, że wielu „weteranów” eventu, którzy byli obecni na dziesiątkach edycji, przestało chodzić. Zrobiłem prędko wywiad, żeby zbadać przyczyny. Dotarliśmy do niej. Zagrała tu znana wielu organizatorom i bywalcom pt. „Ciagle te same twarze widzę”. Dlatego w ostatnim czasie nawiązaliśmy współpracę bądź finiszujemy zawiązywanie partnerstw z organizacjami zrzeszającymi „nasz target”. Z tą różnicą, że te organizacje trafiają ze swoim komunikatem często do osób, które albo nigdy albo „coś tam” o nas słyszały. Dzięki temu zapewniliśmy sobie napływ zupełnie nowych twarzy na wydarzeniach Social English Night i powolutku wracamy do frekwencji, do których przyzwyczaiło nas pierwsze 200 edycji, czyli minimum 20-30 osób na każdym evencie. Wyjątkiem jest tu tylko edycji BIG Social English Night - na 100 osób. Robimy ją raz na pół roku w Sopocie. To takie nasze małe święto, podczas którego integrujemy naszą trójmiejską społeczność. Zazwyczaj wtedy też dorzucamy atrakcje niedostępne na tych cotygodniowych meetupach. Co to za atrakcje? Musisz przyjsć żeby się przekonać :)

Wszystko to brzmi super, ale też oprócz tego ze SEN to działa niczym dobrze naoliwiona maszyna, nie wszędzie te imprezy Wam dobrze wychodziły. I w tym momencie przychodziła na pomoc Wasza społeczność - możesz opowiedzieć coś więcej o przypadku SEN w Warszawie?

Warszawski kejs jest chyba najciekawszy ze wszystkich dotychczasowych. Zrobiliśmy w stolicy 57 edycji i przez ponad rok obecności tam zebrała się spora i zaangażowana społeczność. Natomiast w pewnym momencie lokal warszawski postanowił zamknąć biznes, a to nałożyło się czasowo na zmianę modelu biznesowego stojącego za SENem. Wynikiem tego była decyzja o zawieszeniu oficjalnych spotkań na przynajmniej rok. Poznałem osobiście wielu uczestników warszawskiej edycji i wiedziałem, że zrobi im się przykro, gdy usłyszą newsy o zawieszeniu. Jakie było moje zdziwienie, gdy ich reakcją była... kontynuacja spotkań w nieoficjalnym wydaniu. Jedna z najbardziej zaangażowanych uczestniczek podjęła się tego zadania i dzielnie podtrzymuje koncept przy życiu. Odbyło się już niemal 20 edycji. Każdą udostępniamy też w naszych kanałach. Co oznacza, że jak już powrócimy z SENem do stolicy, to tak naprawdę wystarczy, że usuniemy cząstkę "un" ze słowa "unofficial" i rzeczy wrócą do normy, tak jakby nic się nie wydarzyło. To według mnie dowodzi, że stworzyliśmy coś, co żyje własnym życiem - w moim odczuciu, to świetna wiadomość 🙂

Wspomniałeś na początku, że byłeś przeciwny idei „rozdawnictwa”, oddanniu czegoś za darmo. Czy Twoje podejście zmieniło się po latach? SEN przyciąga dla Was klientów i jest reklamą Talkersów czy po prostu jest czymś „obok”, co nie ma wpływu na Twój biznes?

Co ciekawe, to uczestnicy SENa kompletnie nie są zainteresowani kursami w Talkersach, a kursanci Talkersów kompletnie nie są zainteresowani uczestnictwem w SENach. Nie próbujemy tego na siłę zmienić - płyniemy tutaj z prądem potrzeb odbiorców. Społeczność SEN traktujemy jako miejsce budowania ambasadorów marki, którzy potem bez chwili zawahania polecają nas swoim znajomym, którzy stają się naszymi klientami, pracownikami albo... kolejnymi ambasadorami marki. Dlatego na spotkaniach SEN nie ma żadnej sprzedaży, ani namawiania na kursy. Przychodzisz, korzystasz, wychodzisz i co z tym dalej zrobisz, zależy całkowicie od Ciebie - my się w to już nie mieszamy. Jak widać, to działa doskonale! Wisienką na torcie jest fakt, że dzięki temu mechanizmowi uczestnicy często polecają u nas kursy albo osoby, które nigdy nie były ani klientem, ani pracownikiem Talkersów. Tak działa siła zaufania budowana miesiącami, a teraz już latami, między innymi podczas spotkań SEN.

materiały prasowe Talkersi

Jesteś bardzo aktywnym użytkownikiem mediów społecznościowych. Jak wykorzystujesz je do budowania marki Talkersów jak i Social English Night?

O promocji już sporo powiedziałem, a o mediach społecznościowych mógłbym opowiadać w nieskończość :-) Jestem zwolennikiem podejścia marka osobista > marka firmowa. Między innymi dlatego tak często i wyraźnie pojawiam się zarówno w analogowych, jak i cyfrowych przestrzeniach publicznych. Moja koncepcja na promocję jest bardzo prosta - dokumentowanie ciekawych momentów z budowania naszej społeczności z dodaniem wartościowego komentarza od siebie. W przeróżnych formach - czasem live video, jeśli dzieje się coś, co trzeba koniecznie zobaczyć na żywo; czasami fotka upamiętniająca krok milowy; a czasami refleksyjny tekst na temat tego, dokąd zmierzamy albo co wspólnie osiągnęliśmy. Wtedy wychodzi to najbardziej naturalnie. Nie jest to efektem kreacji podpiętej pod wielką strategię, tylko pogawędką ze swoimi znajomymi. Ci potem stają się ambasadorami marki, klientami, pracownikami albo... hejterami. Oni też są potrzebni, ale na szczęście ich macki zazwyczaj nas omijają 🙂

A kolejne plany? Czy wolisz raczej skoncentrować się na rozbudowie swoich dwóch najważniejszych projektów?

Plany oczywiście są natomiast na tę chwilę wszystkie kręcą się wokół języków. Oprócz dalszego rozwoju Talkersów i SEN w tym roku jeszcze odpalamy dwie rzeczy, którymi jestem absolutnie nakręcony:

1) English Gym, czyli przestrzeń, w której klienci przełamują barierę mówienia bez żadnych limitów czasowych, ani sztywnych terminów. Po więcej szczegółów zapraszam tutaj.

2) Talkbook, czyli nasz autorski podręcznik do samodzielnej nauki języka angielskiego! Na listę oczekujących, którzy dostaną egzemplarz ze zniżką i autografem, można wpisać się tutaj. W przyszłym roku chcemy ugryźć temat franczyz w innych miastach. Mamy na to swój pomysł, który zapewne znowu wymknie się tradycyjnemu rozumieniu w stylu „tu jest podręcznik operacyjny, tutaj nr konta centrali i proszę sobie radzić samemu, Panie Franczyzobiorco” ;-)Temat ruszy dopiero w 2019, ale już teraz rozglądamy się za partnerami do rozmów, więc w razie czego zapraszam do kontaktu mailowego: wiktor@talkersi.pl.

I na koniec: gdybyś miał zachęcić kogoś do przyjścia na SEN jednym zdaniem to jakie by ono było?

Przyjdź, to przełamiesz barierę mówienia po angielsku, nawet jeśli uważasz się za "przypadek beznadziejny”.

materiały prasowe Talkersi

Wiktora możecie śledzić na Facebooku oraz Instagramie. Social English Night odbywają w każdą środę w Gdyni, Gdańsku, Poznaniu i Warszawie a więcej informacji można znaleść na facebookowym profilu inicjatywy. Talkersi obecni są na Facebooku i Instagramie.


Czym jest Evenea? Ułatwiamy organizowanie wydarzeń - od sprzedaży biletów i rejstrację uczestników po obsługę mailingu, integrację z Facebookiem czy dostosowanie strony wydarzenia do urządzeń mobilnych. Chcesz dowiedzieć się więcej? Zacznij tutaj!